010
Autor nieznany, fotografia kupiona w Gdyni w 2009 r., odbitka srebrowa, 6,1×8,4 cm
Las był ogromny. W nim pień obok pnia – to drzewa. W przerwach między nimi połacie mchu, połacie zieleni niższej wzrostem. W takich lasach każda gałąź splata się z gałęzią obok, każda gałąź w esowe kształty przybiera swą postać. W teowych drzewach, z korony i pnia, dostojność i chęć gromadzenia się można zauważyć. Las był potężny. Smoliste drewno strzelało ziemią z gleby, glebą z ziemi. Kora układała się w grudy, których nie można było przeskoczyć za jednym razem. Rozłożyste liście, niczym wachlarze, w pełnym słońcu tworzyły czarne dziury pod sobą, czarne dziury, w które się wpadało.
-Wpadłeś! Wpadłeś! – słychać było leśne echo.
Echo. Leśne echo odbija się od pni, odbija się od pni, od gałęzi, od wachlarzy, od wachlarzy się odbija leśne echo. Jak pieśń, jak refren.
Kiedy nudzą się lasy, wybiera się przydomowy ogród. Pozostawia się leśne echo bez żalu, bez żalu smoliste pnie i rozłożyste liście. Teraz ściana budynku jest granicą. Przechodzę przez furtkę, którą wcześniej pchnęłam w pamięci. Furtka otwiera się bez pisku. Dziwne, przecież wszystkie stare furtki skrzypią, furczą, buczą. Ale ta nie.
Wystarczy trochę wyobraźni – wtedy nawet lichy ogród zamienia się w niedostępną puszczę.
Wystarczy trochę wyobraźni – wtedy nawet obce fotografie stają się takie bliskie…
009
A. Robertson, Glassford St. 88, Glasgow, fotografia kartonikowa, kupiona przez internet w 2009 r., albumin, 6,8×10,2 cm
Między obdzieraniem szafy z pierwszej śliskiej warstwy okleiny a przerwami na herbatę – mija czas. Spoglądam za siebie, bo za plecami właśnie mam okno, i obserwuję, jak miodowe światło spływa po ścianach brzoskwiniowego bloku. Ktoś opuścił niebieskoszarą roletę na ostatnim piętrze (wyobrażam sobie, że to kawałek nieba wpadł za szybę; dzisiaj jest bezchmurnie). Mija czas.
Trzymam w dłoni fotografię: kobieta w czepcu, z okazałą kokardą pod szyją, w rozłożystej sukni trzyma za rękę małą dziewczynkę stojącą na krześle obok. Żadna z osób nie spoglądała w obiektyw, nie spogląda teraz z fotografii na nas. Mała fotografia naklejona na firmowy kartonik fotografa A. Robertsona z Glasgow. Prosto z ulicy Glassford 88. Przed sobą mam porcelanowych ludzi, kruchych ludzi. Trochę nadwyrężył się prawy dolny narożnik fotografii, są też ubytki w lewym górnym i lewym dolnym narożniku. Ale modele wciąż tam stoją i pozują, z zamyśleniem.
Kiedy fotografia staje się stara?
Kiedy miodowe światło spadło już za horyzont, kiedy jest tak ciemno, iż nic nie widać, kiedy zapominam, co zdarzyło się rano, kiedy w wieczornej audycji radiowej słyszę kolejną piosenkę, kiedy przypominam sobie o czyichś urodzinach i składam spóźnione życzenia…?
Pożółkłe, pozaginane, podrapane, z czasami, które są wspomnieniem? Każda miniona sekunda jest wspomnieniem. Zatem, każda fotografia tuż po otwarciu i zamknięciu się migawki jest obrazem starzejącym się. Czy jest jakaś granica jej starości w liczbach? A może istnieje ona tylko w materiale – w wyblakłych twarzach, w podartym papierze, w pogiętych narożnikach. Odsuwam tą myśl – to nie to; przecież wczorajszą fotografię mogę równie dobrze pognieść i podrzeć i zalać herbatą… Mija czas (od napisania dwóch pierwszych akapitów minęły dobre trzy godziny).
Aukcje – antykwariat – stara fotografia. Kiedy? Dziesięcioletnia, dwudziestoletnia, trzydziestoletnia – owszem. Pięć lat temu – czy to już jest staro? Spoglądam głębiej, czasami łapię się na tym, że oni wciąż są gdzieś tam obok miejsca, w którym pozowali. Nieważne, czy był to rok 1896, czy 1930, czy dzień wczorajszy. Jestem na Glassford 88, stoję tuż za fotografem. Pewnie uniósł lekko jedną z powiek i westchnął przy ustawianiu ostrości. Ja pomyślałabym: jakiż to spokój, ileż zamyślenia zostanie utrwalone. Widzę, jak dotyka aparatu.
Dzisiaj prawie ich nie dostrzegam. Znikają powoli ich twarze. Nie ma ich nigdzie obok ani dalej. Zupełnie tak, jakby fotografia była po części nimi, jakby wiedziała, kiedy się zestarzeć i kiedy zniknąć.
Odpowiedź kiedyś dojrzeje i zniknie zaraz potem. Przecież czas wciąż mija.
008
Keystone View Company, Meczet Mohammeda Aliego w Kairze, wnętrze, Egipt, fotografia stereoskopowa, kupiona przez internet w 2009 r., 9 x 17,8 cm (opis z rewersu w języku angielskim na końcu wpisu)
*(słownik pojęć u dołu)
Słychać już azan, słychać już azan, po tym jak stopy wspięły się po stopniach minaretu, słychać już azan! Allahu Akbar Allahu Akbar Aśhadu an la illaha il’Allah…
Minaret wystrzelił w jasne niebo, przedzierając nagle przepływający obłok. Na to uderzenie zadrżały liście na drzewach rosnących pod meczetem. Obłok parł do przodu tak mocno, iż koniuszek wieży zaczął rozdzierać go na dwie połowy. Słońce ślizgało się po łuku i cień wieży pokrywał kolejne dachy domów, jak wskazówka zakrywa kolejno powierzchnię zegara. Teraz promienie zatrzymywały się na dwóch białych obłokach i mknęły dalej w dół. Minaret stał wyprostowany, niewzruszony tym podniebnym incydentem, jak przystało na architekturę. Śnieżnobiały minaret, strzelisty minaret.
Kładę stopy na rozgrzany dziedziniec meczetu – sahn. Mam wrażenie, że pod skórą stóp moich przeskakują iskry. Po plecach spływają raz po raz fale dreszczy a ja odbieram niewyobrażalne ciepło na przemian z chłodem, jak gdybym stąpała po lodzie. Tak samo się czuję, gdy słucham azanu, gdy słucham sur z Koranu. Słowa układają się w pieśni. Doglądam zapisów, które płyną po papierze łącząc się ze sobą – taki szczególnie jest styl talik czy suls. Zupełnie odmienny jest styl kufi pełen ociosanych i kanciastych liter. Nawet kufi kwieciste czy liściaste jest kanciaste, osadzone na kartach, jakby przyczepione na stałe, jakby nie miało zamiaru nigdzie sobie pójść. Takie jest kufi. A mnie pismo arabskie i język arabski zawsze kojarzył się z falami ciepłego powietrza. Taki jest właśnie styl talik czy suls. Litery w nich płyną i uzupełniają się wzajemnie, jedne wspierają się na drugich, inne pomagają dalszym wypłynąć. Trwają w pełnej harmonii i mimo pozornego chaosu zachowują swój własny rytm. Wszystko to jest, jak rozgrzany sahn, po którym stąpasz w zadziwieniu.
Jeden człowiek w ogromnym wnętrzu. Mały, biały punkt w całym tym horrorze vacui. Przyglądam mu się z uwagą i z zaciekawieniem na podwójnym obrazie stereoskopowym. Wytężam wzrok swój, ale nie udaje mi się go zlepić w jeden przestrzenny widok. Zatem oczy moje wędrują to raz na lewą stronę, to zaraz na prawą.
Są takie miejsca na świecie, w których człowiek jest zupełnie sam, w ogarniającej go ciszy, mimo tłumów wokół. Są takie miejsca na świecie, w których człowiek nie jest samotny, mimo ogromnej pozornie pustej przestrzeni wokół niego.
*
Allahu Akbar – Allah jest największy
Aśhadu an la illaha il’Allah – Zaświadczam, że nie ma boga prócz Allaha
Azan – wezwanie do modlitwy w islamie
Horror vacui – lęk przed pustą przestrzenią; w architekturze islamu: dążenie do niepozostawiania tła
Koran – święta księga islamu
Meczet – muzułmańska świątynia
Minaret – wysoka wieża meczetu
Sahn – dziedziniec meczetu
Sura – rozdział Koranu
Źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Azan_(islam)
Tekst z rewersu kartonika powyższej fotografii stereoskopowej:
9788 – The Mosque of Mohammed Ali, Interior, Cairo, Egypt
It is interesting to know that Mohammed Ali, Napoleon I., and Wellington were all born in the same year. Mohammed was of humble origin and by a rare combination of good fortune and prowess became the ruler of Egypt, and had it not been for the Great Powers of Europe who, on his account, set up as early as 1841 the formula of “the integrity of the Turkish Empire”, he might have founded a new dynasty with a realm including Egypt, Turkey and Syria. It was he who in order to establish his power in Egypt securely, found it necessary to massacre the Mameluke beys. The story goes that after a flattering reception given to them they were invited to parade in the court of the Citadel. Once inside, the gates were closed and a terrible fire of muskets from the ramparts rained in upon them. All the splendid company fell in a red and writhing mass save one who spurred his superb horse over the edge of the ramparts and escaped from its crushed body below.
This beautiful mosque was built “on the very threshold of this scene of carnage”. It dominates the city of Cairo from every view point, and, although quite modern is interesting because of its vast size and the richness of its interior decorations. It is the burial place of Mohhamed Ali, who, although he “waded through slaughter to a throne”, spent his energies in fostering the industries and commerce of Egypt by building canals and other public works.
India is the land of temples and our passage by way of the Suez Canal to Bombay is easy.
Copyright 1909 by Keystone View Company
2 komentarzy