010
Autor nieznany, fotografia kupiona w Gdyni w 2009 r., odbitka srebrowa, 6,1×8,4 cm
Las był ogromny. W nim pień obok pnia – to drzewa. W przerwach między nimi połacie mchu, połacie zieleni niższej wzrostem. W takich lasach każda gałąź splata się z gałęzią obok, każda gałąź w esowe kształty przybiera swą postać. W teowych drzewach, z korony i pnia, dostojność i chęć gromadzenia się można zauważyć. Las był potężny. Smoliste drewno strzelało ziemią z gleby, glebą z ziemi. Kora układała się w grudy, których nie można było przeskoczyć za jednym razem. Rozłożyste liście, niczym wachlarze, w pełnym słońcu tworzyły czarne dziury pod sobą, czarne dziury, w które się wpadało.
-Wpadłeś! Wpadłeś! – słychać było leśne echo.
Echo. Leśne echo odbija się od pni, odbija się od pni, od gałęzi, od wachlarzy, od wachlarzy się odbija leśne echo. Jak pieśń, jak refren.
Kiedy nudzą się lasy, wybiera się przydomowy ogród. Pozostawia się leśne echo bez żalu, bez żalu smoliste pnie i rozłożyste liście. Teraz ściana budynku jest granicą. Przechodzę przez furtkę, którą wcześniej pchnęłam w pamięci. Furtka otwiera się bez pisku. Dziwne, przecież wszystkie stare furtki skrzypią, furczą, buczą. Ale ta nie.
Wystarczy trochę wyobraźni – wtedy nawet lichy ogród zamienia się w niedostępną puszczę.
Wystarczy trochę wyobraźni – wtedy nawet obce fotografie stają się takie bliskie…
Dziękuję za wizytę ;-)
Chwilowo jestem… zbyt euforyczny, by na trzeźwo cokolwiek oceniać, wrócę więc, jak nieco ochłonę.
Tymczasem serdecznie pozdrawiam,
Michał
:-)