012

Autor nieznany, fotografia pocztówkowa, na rewersie pieczątka: Rena Ejdulowna Narutowicza nr 26, kupiona w Gdyni w 2009 r., 8,9×13,9 cm
To był moment. Wszyscy siedzieli w salonie. Tylko na chwilę wyszłam zrobić sobie herbatę.
Pamiętam jeszcze jeden urywek stamtąd (przed tym zdarzeniem, czy po, to nieważne), jak wszyscy rzucali w siebie poduszkami (wcześniej nawet lalki latały pod sufitem)– starsi i młodsi – i było nam razem wesoło.
W kuchni była ciocia. Po zaparzeniu torebki w gorącej szklance wody udałyśmy się z powrotem do salonu. A tam rodzina siedziała i przeglądała stare fotografie (rodzinne, rzecz jasna). Wyciągnęli albumy i pudełka. Nie wiadomo kto zaczął – to było takie spontaniczne. Nawet ciocia, wchodząc, zapytała zdziwiona, skąd nas wzięło na te fotografie. Nikt nie wiedział. Nic nie szkodzi.
Wydawało mi się, że czas na tamtych obrazkach nie był wcale tak magiczny, zaklęty. Chyba nawet nie do końca chodziło o nie, o fotografie-przedmioty. Nawet, tak mi się wydaje, nie chodziło o fotografię-podróż (czy o samą podróż, ponieważ nie ma fotografii-podróży bez fotografii-przedmiotu). To był ten moment, czas teraźniejszy. Siedzenie razem w jednym salonie, w czasie, który ucieka.
Nie odtworzymy idealnie tamtej chwili. Ale ona była. I w tym właśnie była magia.
4 komentarzy